Wszystko co nieznane i tajemnicze. - UFO - koniec swiata - duchy - paleozoologia - itp itd
Archiwum
O autorze
Kategorie: Wszystkie | Przepowiednie. | Tajemnice starozytnosci. | UFO
RSS
niedziela, 28 stycznia 2007
STAROŻYTNE WOJNY ATOMOWE.
Opowieści o tych wojnach przekazywano ustnie z pokolenia na pokolenie, aż w końcu je spisano. Znamy je jako święte eposy narodu indyjskiego: "Mahabharata", "Ramajana" oraz traktat kosmologiczny "Bhagavata Purana". Przyzwyczailiśmy się sądzić, że starożytne mity są jedynie wytworem ludzkiej wyobraźni, zapisem marzeń człowieka o potędze. Nie we wszystkich przypadkach tak jest. Treść niektórych świętych ksiąg wprawia wczytujących się w nie badaczy w osłupienie, a nawet w przerażenie. Okazuje się bowiem, że one dokładniej opisują rzeczywisty świat niż współczesne podręczniki historii czy... fizyki. "Mahabharata" i "Ramajana" opowiadają o wojnach, jakie kiedyś prowadzili na Ziemi "bogowie". "Bhagavata Purana" jest tekstem kosmologicznym, w którym zawarta jest starożytna wiedza o wszechświecie. Wbrew pozorom, starożytna - nie znaczy błędna. Wręcz przeciwnie. Możemy się uczyć od przodków Pod koniec XIX wieku indyjski jogin Swami Vivekananda jako pierwszy zaprezentował w USA i Europie filozofię i religię wedyjską. Spotykał się z wielkimi ówczesnego świata naukowego: Edisonem, lordem Kelvinem, Nicolą Teslą. Tesla zachwycił się wedyjską kosmologią, gdyż nagle zrozumiał, że starożytne koncepcje uzupełniają zachodnie teorie. Jednak mimo starań nie udało mu się tego udowodnić - dopiero teoria względności Einsteina dowiodła, że wedyjska koncepcja tożsamości materii i energii jest prawdziwa. Zapisane w starożytnych tekstach niezwykłe koncepcje naukowe, które daleko wykraczają nawet poza współczesny poziom kosmologii, skłoniły niektórych badaczy do dokładniejszego przyjrzenia się eposom literackim, w których aż się roi od różnych bogów, latających statków i opisów niezwykłych broni. Jeszcze sto lat temu badacze tych tekstów owe opisy traktowali jako wytwór "magicznej" wyobraźni autorów, a to dlatego, że nie posiadali odpowiedniej wiedzy naukowej. Natomiast współcześni fizycy, konstruktorzy samolotów i rakiet kosmicznych, a także ufolodzy, czytając te eposy, łapią się za głowy: toż to żadne bajki! Mamy do czynienia z precyzyjnymi opisami statków napędzanych paliwem chemicznym lub - jak w przypadku współczesnych UFO - nieznaną energią. Rozpoznajemy efekty użycia broni jądrowej, dźwiękowej, promieni paraliżujących itp. A opisy różnych "bogów" jako żywo przypominają współczesne opisy ufonautów. Wszystko to nie mogło być wytworem wyobraźni nawet najgenialniejszego poety. Tak precyzyjne opisy mogły być podane tylko przez świadków tamtych wydarzeń. Vimany - starożytne latające talerze Przed pięcioma tysiącami lat na terenie Indii oraz Lanki (tak nazywał się istniejący niegdyś ogromny archipelag wysp, ciągnący się prawdopodobnie aż do Afryki; jego pozostałością jest m.in. wyspa Sri Lanka) widywano pojazdy, które dziś określamy mianem UFO. Według pism wedyjskich, na Ziemi przebywało wówczas (tymczasowo lub na stałe) kilka ras istot pozaziemskich. Niektóre z nich walczyły ze sobą o dominację nad naszą planetą. Wojny były toczone za pomocą latających pojazdów i broni różnego rodzaju. W tekście "Vaimanika Shastra", będącym częścią "Mahabharaty", znajduje się opis podróży półboga Ramy do kraju Lanka na pokładzie vimany, czyli latającego pojazdu zdolnego zabrać trzystu zbrojnych oraz zapasy żywności i paliwa na rok podróży. Miałem okazję czytać wierny przekład tego tekstu z języka kannara (starszego niż sanskryt) na angielski, dokonany przez hinduskiego doktora fizyki Sundera Seshu. Dzięki temu, iż tłumacz był fizykiem, szybko się zorientował, że z "bajkowego" opisu vimany można się dokładnie dowiedzieć, na jakiej zasadzie działał napęd tego pojazdu. Okazało się, że energią pozwalającą na lot vimaany w atmosferze i w kosmosie było silne pole magnetyczne będące efektem ubocznym przetwarzania rtęci w czwarty stan materii, czyli w plazmę. Dla naszych fizyków to dopiero pieśń przyszłości. Jak podają prastare pisma, niektóre vimany miały kształt stożka podobnego do piramidy. Rosyjski podróżnik, emigrant z dawnej carskiej Rosji Mikołaj Roerich zapisał, iż w 1930 roku widział w północnym Tybecie vimanę lecącą nad górami. Miałem okazję czytać wierny przekład tego tekstu z języka kannara (starszego niż sanskryt) na angielski, dokonany przez hinduskiego doktora fizyki Sundera Seshu. Dzięki temu, iż tłumacz był fizykiem, szybko się zorientował, że z "bajkowego" opisu vimany można się dokładnie dowiedzieć, na jakiej zasadzie działał napęd tego pojazdu. Okazało się, że energią pozwalającą na lot vimaany w atmosferze i w kosmosie było silne pole magnetyczne będące efektem ubocznym przetwarzania rtęci w czwarty stan materii, czyli w plazmę. Dla naszych fizyków to dopiero pieśń przyszłości. Jak podają prastare pisma, niektóre vimany miały kształt stożka podobnego do piramidy. Rosyjski podróżnik, emigrant z dawnej carskiej Rosji Mikołaj Roerich zapisał, iż w 1930 roku widział w północnym Tybecie vimanę lecącą nad górami. "Było tak, jakby wszystkie złe moce urwały się z uwięzi. Świat wypalony ogniem taczał się w piekielnym gorącu. Rozszalałe słonie biegały w kółko, szukając schronienia przed okropnym żarem. Woda gotowała się w rzekach i wyparowywała... Ginęły wszystkie zwierzęta, a wróg padał jak ścięty kosą. Paliły się i padały lasy, a konie i wozy bojowe płonęły... Później zapadła martwa cisza... Nie było już żywych. Rozszalały się wiatry, ale powietrze nad ziemią pojaśniało. Ukazał się przejmujący widok: dziesiątki tysięcy zniekształconych przez ogień, martwych ciał..." Archeolodzy przeszukujący miasta opisywane w pismach indyjskich stwierdzili, że w ruinach miasta Mohendżo Daro, które zostało zniszczone pięć tysięcy lat temu, ceglane i kamienne mury są wręcz stopione. Fakt, iż szkliwo na tych murach jest pokryte pęcherzami, świadczy o tym, że nie tylko się one topiły, ale i wyparowywały, a zatem temperatura musiała przekraczać 5000oC. Taki żar można na wolnym powietrzu uzyskać tylko przy wybuchach atomowych. W ruinach domów znaleziono zbrylone, stopione garnki gliniane, a zachowane ludzkie szczątki nawet teraz promieniują pięćdziesiąt razy silniej niż szczątki ludzi z Hiroszimy... Cały teren wokoło dawnego miasta Mohendżo Daro nadal promieniuje 20 razy silniej niż inne miejsca. Jednym z najbardziej wstrząsających odkryć są ruiny bezimiennego miasta odkryte w głębi indyjskiej dżungli. Resztki murów pokrywają dziwne, najwyraźniej zmutowane rośliny. Jednak prawdziwym szokiem okazało się odsłonięcie jednej ze ścian, na której wyraźnie było widać ślad po człowieku, który wyparował. Wiele takich cieni na murach widywano w Hiroszimie... Kazimierz Bzowski Tytuł oryginalny: "Ziemia - poligon kosmitów" "Gwiazdy mówią..."
wtorek, 23 stycznia 2007
Rosyjscy kosmonauci i generałowie mówią o fenomenie UFO. Vol II.
WASILIJ ALIEKSIEJEW - generał-major, dowódca Centrum Łączności Kosmicznej Sił Powietrznych Federacji Rosyjskiej w Moskwie. W latach 80. XX wieku, gen. Alieksiejew służył w Sztabie Generalnym Związku Radzieckiego i jego służba była związana z wieloma wyjazdami służbowymi do garnizonów na terenie całego ZSRR. I tam, w czasie tych podróży i spotkań, niejednokrotnie zdarzało mu się słyszeć opowieści o obserwacjach najróżnorodniejszych, niezwykłych zjawisk. Należy mieć na uwadze fakt - mówi gen. Alieksiejew - że wiele z tych opowiadań po prostu odrzucano jako niewiarygodne i ta tematyka zawsze stanowiła tabu. Ale kiedy takie dziwne zdarzenia miały miejsce na ziemi, czy na niewielkiej wysokości, a naoczni świadkowie - którzy je widzieli - chcieli wiedzieć, co to takiego i na dodatek oddzielić prawdę od wymysłów... W owych latach ludzie zaczynali zadawać pytania i nie dało się ich zbyć byle czym. I tak ludzie nie wierzyli w "naukowe" wyjaśnienia tych fenomenów, a także nie wierzyli w sam fakt istnienia takich fenomenów. Tym niemniej, informacje, które napływały z garnizonów, wywołały znaczne zainteresowanie chociażby dlatego, że nie były to już li tylko plotki i pogłoski. Żyli konkretni ludzie - naoczni świadkowie tych niezwykłych wydarzeń - ich zeznania, relacje i meldunki były odnotowane w specjalnych dokumentach, mówiło się o nich w oficjalnych raportach i referatach naukowych. Informacje te miały taki natarczywy charakter, że nie można się było od nich odgonić, zupełnie jak od muchy. Zazwyczaj takie zdarzenia były badane i to nie tylko siłami Ministerstwa Obrony, ale i innych rządowych agencji i struktur. Niektórzy wojskowi eksperci przejawiali wysoki stopień zainteresowania, szczególnie miejscami, w których UFO pojawiały się nader często. Okazało się przy tym, że takimi szczególnymi miejscami były bazy wojskowe o znaczeniu strategicznym: rozmieszczenie kompleksów rakietowych, naukowo-badawcze poligony nad wojskowymi rozwojowymi technologiami, itp. - krótko mówiąc: miejsca, gdzie nauka i technika powiedziała swe ostatnie słowo. Miejsca te okazywały się także strefami podwyższonego ryzyka. Widać wyraźnie - mówi dalej dowódca Centrum Łączności Kosmicznej SP FR - że każdy nowy system uzbrojenia, jądrowa rakieta czy samolot z niewidzianymi wcześniej charakterystykami, stanowi konglomerat najnowszych naukowo-technicznych odkryć i osiągnięć - i jest pewnego rodzaju wykładnikiem rozwoju technicznego Ludzkości (oraz postępu radzieckiego wywiadu - przyp. B.R.). I tak naraz tam, gdzie przebazowane są takie systemy, UFO pojawiają się najczęściej. Należy tutaj zauważyć, że oficerowie, którzy służą w tych strefach podwyższonego ryzyka nie mają ż a d n y c h oficjalnych przepisów, czy wytycznych na postępowanie w takich przypadkach. Niejednokrotnie z własnej inicjatywy badają takie zdarzenia i incydenty z ???, dokumentują przy użyciu wszelkich dostępnych im środków wszelkie dane dotyczące pojawienia się UFO na terenie ich służbowej odpowiedzialności. Generał zaznaczył także fakt zauważony przez dowódców tychże baz, a mianowicie UFO pojawiały się zawsze wtedy, kiedy trwały w nich rozmaite testy i doświadczenia z nowymi technologiami, przywożono rozmaite "ładunki specjalne", itd. - słowem trwała nadzwyczajna aktywność. Ciekawe jest to, że pasażerowie UFO jakimś sposobem dowiadywali się o trwających w tych bazach pracach i doświadczeniach... Należałoby jeszcze do tego dodać, że na poligonach, na których testuje się najnowsze technologie wojskowe, wojskowi nauczyli się ustanawiać swego rodzaju kontakty z UFO. Dzieje się to w następujący sposób: z początku nad poligonem pojawia się UFO i zawisa nieruchomo. Najczęściej ma on kształt kuli, chociaż bywają i inne układy. I teraz jeżeli "kontaktowiec" ma w rękach broń i kieruje ją w różne strony, to UFO reagując na te gesty zmienia swój kształt "spłaszczając się" w odpowiednim kierunku. Jeżeli człowiek trzykrotnie podnosi swój AKM do góry, to UFO w odpowiedzi też trzykrotnie wyciąga się wzdłuż swej osi pionowej. (Wiarygodność tej informacji, jest co najmniej wątpliwa - przyp. B.R.) Na początku lat 80., na polecenie radzieckiego kierownictwa politycznego, rozpoczęto badania UFO przy pomocy środków technicznych: teodolitów, stacji radiolokacyjnych, lunet, kamer, itd. itp. Dzięki temu zebrano całkiem pokaźny zbiór danych o UFO zarejestrowanych przy użyciu urządzeń technicznych i aparatury naukowo-badawczej. Wydaje mi się - mówi dalej generał Alieksiejew - że rozkaz o prowadzeniu takich badań pojawił się przede wszystkim dlatego, że ze wszystkich stron napływała ogromna ilość najrozmaitszych informacji o UFO. Na przykład kiedyś było takie zdarzenie: pracownicy jednego z podmoskiewskich instytutów naukowo-badawczych lecieli do Nowosybirska, aby wziąć udział w pracach komisji badającej katastrofę lotniczą. Po powrocie przedstawili szefostwu nadzwyczajny raport. Znajdowała się w nim informacja o UFO, który towarzyszył ich samolotowi w czasie rejsu. Przy czym, będąc ludźmi nauki i profesjonalnymi badaczami, zorganizowali obserwację tego UFO całkiem logicznie: oni śledzili lot "nieoczekiwanego gościa" i głośno mówili o tym, co widzieli, a inni zapisywali to, co oni mówili. Z kolei inni robili rysunki z natury tego, co widzieli oraz prowadzili pomiar czasu trwania incydentu. Dzięki takiej organizacji obserwacji udało się przygotować dokument, który przedstawiał niemałą wartość naukową i praktyczną. Było to naukowe opisanie eksperymentu przeprowadzonego w naturalnych warunkach. Prawda, rodzi się pytanie: kto tu był podmiotem, a kto przedmiotem tego eksperymentu???... Na zakończenie, generał Wasilij Alieksiejew powiedział, że w latach 80. ilość meldunków o zaobserwowaniu UFO rosła lawinowo. I to nie tylko pochodziły one od prostych obywateli, ale także od uczonych i profesjonalistów - w tym także wojskowych. A ci ostatni nie są skorzy do fantazjowania i po prostu meldują o tym, co widzieli na własne oczy, i co rzeczywiście zaszło. To byli ludzie, którym można i należy wierzyć. Oczywiście takie informacje napływały i nadal napływają do Ministerstwa Obrony i Akademii Nauk FR. Nie należy zapominać i o tym, że wyścig zbrojeń trwa nadal i wciąż chodzi o dominację tak w wojskowej, jak i innych sferach. Wciąż robi się nowe wynalazki i trwa postęp w naukach czystych i stosowanych. UFO - to nowy i jeszcze niezbadany dla Ludzkości fenomen. Jeszcze jakieś 20-25 lat temu, panowało przekonanie - które nie straciło na aktualności i dzisiaj - że UFO to jakieś urządzenia do monitoringu i zbierania informacji wywiadowczych... Dla większości ufologów przedstawione w ostatnim akapicie wyjaśnienie problemu UFO, jako elementu gry wywiadowczej, jest oczywiste. Zasadnicze pytanie brzmi: kto za tym wszystkim stoi? Kto nas szpieguje i po co? Ziemskie supermocarstwa czy Obcy? A na to pytanie i inne do dziś dnia nie ma jednoznacznej odpowiedzi... W czasie naszego spotkania w krakowskim studio TVN, które miało miejsce 8 kwietnia 2003 roku, polski astronauta gen. Mirosław Hermaszewski dał nam do zrozumienia, że i on, i jego koledzy wiedzą o wiele więcej, niż mogą powiedzieć - czego zresztą wszyscy dokładnie się spodziewali i nikogo to nie zaskoczyło. A zatem rosyjscy generałowie i kosmonauci też powiedzieli tylko to, co już wcześniej wszyscy podejrzewali... A może tylko powiedzieli oni to, na co wszyscy zwykli, szarzy ludzie czekali od dawna, co chcieli, z całej duszy pragnęli od nich usłyszeć, zaś prawda o UFO w przestrzeni kosmicznej i na Ziemi wygląda zgoła inaczej? Ale jak!? - oto jest pytanie! [Przekład z j. rosyjskiego i komentarz: Robert K. Leśniakiewicz Jordanów, dn. 2003-07-23] 1. Ciekawą historię, mogącą rzucić nieco światła na tę obserwację, opisuje Marek Jarosiński w artykule Eskadra UFO (przyp. B.R.). Tresc pobralem z http://www.bartekcis.user.icpnet.pl bardzo dobra strona polecam !!!!!!!!!!!!!!!
15:52, hammurabi3 , UFO
Link Dodaj komentarz »
Rosyjscy kosmonauci i generałowie mówią o fenomenie UFO. Vol I.
W marcu 2002 roku, w amerykańskim mieście Laughlin (NV) przebiegał właśnie kolejny Międzynarodowy Kongres Ufologiczny, na którym poza normalnymi referatami pokazano dokumentalny film, w którym rosyjscy kosmonauci i wysocy rangą wojskowi opowiadali o swoich spotkaniach z UFO i stosunku do tego fenomenu w rosyjskich kręgach wojskowych przy końcu XX wieku. W niniejszym artykule zamieszczonym w czasopiśmie "Kalejdoskop - NLO" nr 24 (291), z dnia 6 czerwca 2003 roku, jego autor - Wadim Konstantynowicz Ilin z Sankt Petersburga - zamieszcza skróconą wersję niektórych wypowiedzi i sylwetki ich autorów. WŁADIMIR KOWALIONOK - generał-major lotnictwa, dwukrotny Bohater Związku Radzieckiego. Latał w statkach kosmicznych Sojuz-25, Sojuz-29, Sojuz-30, Sojuz-31 i orbitował w stacji orbitalnej Salut-6, następnie pilotował Sojuz T-4 i ponownie przebywał w orbitalnej stacji Salut-6. Wydarzenie, o którym zdecydował się opowiedzieć, przerywając ponad dziesięcioletnie milczenie, miało miejsce w dniu 5 maja 1981 roku, około godziny 18:00. W tym czasie stacja kosmiczna Salut-6, w której załodze się wtedy znajdował, leciała nad Południową Afryką w stronę Oceanu Indyjskiego. Skończywszy wykonywać przewidziane porządkiem dnia na stacji ćwiczenia gimnastyczne, Kowalionok wyjrzał przez iluminator i ujrzał w nim znajdujący się w pobliżu stacji nieznany obiekt. W Kosmosie niezmiernie trudno jest ocenić rozmiary i dystanse na oko. Może się zdarzyć tak, że ktoś zobaczy całkiem mały przedmiot, który de facto jest dużym obiektem znajdującym się w dużej odległości. I vice-versa. Jakkolwiek by to nie było - w najbliższej przestrzeni pojawiło się coś niezwykłego. Tajemniczy obiekt miał kształt elipsoidy i leciał na jednakowej wysokości ze stacją kosmiczną, identycznym kursem i nie przybliżał się, ani nie oddalał od niej. Do tego wszystkiego, ów NOO (Nieznany Obiekt Orbitalny - przyp. B.R.) wybiegał trochę do przodu lub pozwalał, aby stacja wyprzedzała go na swej trajektorii. Naraz kosmonautę oślepił jaskrawożółty błysk światła, przypominający bezgłośny wybuch. NOO zmienił się w błyszczącą złociście kulę. Widok był bardzo piękny. Ale rychło okazało się, że był to jedynie początek. Po około 1-2 sek., gdzieś poza polem widzenia najprawdopodobniej miał miejsce jeszcze jeden taki świetlny wybuch, a to dlatego, że kosmonauta zobaczył drugą taką samą, złocistą kulę. Potem na niebie pojawił się obłok jakby dymu, który szybko przybrał kulistą formę. Stacja leciała na wschód i szybko przybliżała się do terminatora - strefy zmierzchu - oddzielającej dzień od nocy. Kiedy stacja weszła w cień Ziemi i nastąpiła noc, wszystkie trzy kule znikły z widoku. Żaden z członków załogi już ich więcej nie widział. (1) * * * MUSA MANAROW - Bohater Związku Radzieckiego. Latał statkami kosmicznymi: Sojuz TM-4, Sojuz TM-6, Sojuz TM-11 i dwukrotnie w orbitalnym kompleksie Mir. Na początku 1991 roku, do orbitalnego kompleksu Mir przybijał kolejny statek transportowy z Ziemi. Manarow siedział przy wielkim iluminatorze i uważnie obserwował, jak statek powolutku zbliżał się do stacji. Kiedy podszedł on dostatecznie blisko, kosmonauta zaczął filmować proces cumowania przy pomocy kamery wideo. Naraz zauważył pod statkiem jakiś obiekt, który początkowo wziął za jedną z jego anten. Potem przyjrzał się temu dokładniej i ze zdumieniem skonstatował, że to nie była żadna antena! No to z pewnością jakiś inny detal konstrukcji statku... - pomyślał Manarow. Ale po chwili ta "część" zaczęła się przemieszczać prostopadle od statku, oddalając się od niego. Musa złapał za mikrofon i krzyknął: Hej! Chłopaki! - zgubiliście coś!!! Tamci oczywiście zdenerwowali się tym faktem. Jednak dostatecznie solidna praktyka łączenia pojazdów kosmicznych w przestrzeni i na orbicie wskazuje na to, że w tym stadium łączenia i cumowania statku kosmicznego nie było takiego czegoś, co mogłoby od niego odpaść. Jeżeli coś od niego odpada, to zazwyczaj w czasie startu, przy manewrowaniu, przy zwrotach - słowem, w tych momentach, kiedy na pojazd kosmiczny działają silne przeciążenia. A w opisywanym przypadku obydwa statki kosmiczne zbliżały się do siebie powoli i płynnie. W następnym momencie, zagadkowy przedmiot, zaczął się przemieszczać pod statek dostawczy, lecąc do dołu. Kiedy statek wreszcie zacumował do modułu, załoganci stacji skupili całą swoją uwagę na UFO. Kosmonautom wydawało się, że on wraca. Trudno było im ocenić jego wymiary i inne parametry. Udało im się ustalić, że UFO znajduje się dość daleko od stacji, na tyle daleko, że aby go sfilmować, musieli nastawić ostrość obiektywy kamery video na "nieskończoność". Gdyby tym NOL-em był położony niedaleko nich mały przedmiot, to filmując go można by było określić odległość od niego przy pomocy autofokusa kamwidu. I to właśnie się potwierdziło, bo na początku obiekt znajdował się w odległości około 100 m, a taki właśnie dystans dzielił Mira od statku, a UFO znajdował się przy nim. Co to naprawdę było, tego się nie da powiedzieć na pewno. Można tylko stwierdzić, że nie był to jakiś fragment "kosmicznego złomu", część jakiejś rakiety czy SSZ, a to dlatego, że w takim przypadku byłoby wiadomo o jego istnieniu. Specjalne służby obserwacji i dozoru "kosmicznych śmieci" - tak w Rosji jak i w USA - mają na oku wszystkie większe obiekty latające po orbitach wokółziemskich i załogi pojazdów kosmicznych są informowane w każdym czasie na temat miejsca ich pobytu. Gdyby zatem podobny obiekt zbliżał się do Mira, to załoganci byliby wcześniej ostrzeżeni z Ziemi o jego obecności. Co więcej - załodze Mira powiedziano, że w opisywanym czasie w rejonie tej stacji kosmicznej niczego poza statkiem transportowym nie było!!! * * * GIENNADIJ STIEKAŁOW - dwukrotny Bohater Związku Radzieckiego. Latał w statku kosmicznym Sojuz T-3, orbitował w stacji orbitalnej Salut-6, potem w statkach: Sojuz T-8, Sojuz T-10, Sojuz T-11, a następnie orbitował w stacji kosmicznej Salut-7. Potem zaliczył lot na pokładzie Sojuza TM-10 i w orbitalnym kompleksie Mir. Kiedy w 1990 roku Giennadij Stiekałow znajdował się w kompleksie orbitalnym Mir, stał się świadkiem pięknego i zupełnie niewytłumaczalnego widowiska. Atmosfera pod Mirem była absolutnie czysta i widać było doskonale Nową Fundlandię. Naraz w pole widzenia kosmonauty weszło coś w kształcie kuli. Z rozmiarów i gry świateł przypominała ona bombkę choinkową pokrytą brokatem. Stiekałow zawołał do iluminatora dowódcę ekipy - Giennadija Manakowa. Niestety, "bombki choinkowej" nie udało się sfotografować, a to dlatego, że - jak to zazwyczaj bywa w takich zdarzeniach - kamera nie była przygotowana do pracy... Ale obaj kosmonauci napawali się jej pięknym widokiem przez jakieś 10 sekund. Tajemnicza kula znikła równie zagadkowo, jak się pojawiła. Czym ona była, jakie miała rozmiary - nie można było określić. Wokół nie było niczego, co mogłoby posłużyć za skalę porównawczą. Stiekałow zameldował o obserwacji do Centrum Kierowania Lotem, ale scharakteryzował to niezwykłe zdarzenie nie używając terminu UFO. Wedle jego słów, celowo opisał tylko to, co widział, starając się dobierać słowa i frazy tak, by niczego nie sugerować kontrolerom lotu. Nie życzył sobie, aby ktoś potem zacytował jego wypowiedź i wykorzystał ją do swoich celów. * * * Dr PAWEŁ POPOWICZ - generał-major lotnictwa, doktor nauk technicznych, dwukrotny Bohater Związku Radzieckiego. Latał statkami kosmicznymi: Wostok-4, Sojuz-14 i w orbitalnej stacji Salut-3. W moim życiu miałem tylko jedno zdarzenie - opowiada Paweł Popowicz - kiedy spotkałem się z czymś nieznanym, ze zjawiskiem, którego ani ja, ani żaden inny człowiek nie potrafił mi objaśnić. To miało miejsce w 1978 roku, w czasie naszego lotu z Waszyngtonu do Moskwy, na wysokości 10.000 metrów. Byłem wtedy w kokpicie naszego samolotu i przez przednie okno naraz ujrzałem, że na wysokości około 1.500 metrów nad nami leci równoległym kursem błyszczący, biały obiekt w kształcie trójkąta równoramiennego, przypominającego swym wyglądem wydęty żagiel. Samolot, którym leciał nasz kosmonauta, poruszał się z prędkością 900 km/h, ale UFO bez problemów go przegonił. W ocenie Popowicza, ów "żagiel" poruszał się z prędkością 1-1,5 raza większą od stratolinera, w którym leciał. Kosmonauta od razu opowiedział o wydarzeniu członkom załogi i pasażerom. Oni wszyscy potem próbowali odpowiedzieć na pytanie, czym mógł być ten obiekt, ale nikomu ów "latający trójkąt" nie kojarzył się z czymkolwiek znanym [1]. Nie był podobny do samolotu, miał idealnie trójkątny kształt, a w tych czasach nie istniały trójkątne samoloty. * * * GIENNADIJ RIESZIETNIKOW - generał-pułkownik, komendant Akademii Wyższego Dowództwa Wojsk Obrony Powietrznej Kraju im. Marszałka Żukowa w Twerze. Na początku swego oświadczenia, generał stwierdził, że w jego lotniczej praktyce zdarzały się tajemnicze przypadki. Niekiedy znienacka pojawiały się cele, na przechwyt których startowały z ziemi myśliwce przechwytujące, albo za którymi podejmowały obserwację stacje radiolokacyjne w pododdziałach rakiet plot. - niestety, nigdy nie udało się ustalić, co to były za cele... Bywało nawet tak, że taki quasi-cel na pytanie "Podaj hasło" odpowiadał "Swój", ale najczęściej nie odpowiadał wcale! Ponadto zdarzało się, że wysłane samoloty przychwytujące, prowadzone z ziemi, odnajdywały cel. Ale kiedy pilot zbliżył się do niego na odległość, w której powinien uaktywnić się system naprowadzania pocisków rakietowych "powietrze-powietrze" - system ten przestawał działać... A tymczasem cel natychmiast znikał i po ułamkach sekund pojawiał się ponownie, ale nad innym miejscem, zaś system celowniczy rakiet ponownie zaczynał pracować prawidłowo! Samolot znowu wychodził na pozycję do ataku na UFO i cała zabawa powtarzała się od nowa. Kiedy Rieszietnikow dostał się do Wojskowego Instytutu, celem podwyższenia kwalifikacji, to ze zdumieniem stwierdził, że toczą się tam wielokierunkowe badania nad UFO (!) - i m.in. bada się takie przypadki, jak opisane powyżej. Jednakże w dalszym ciągu przyznał on, że badania te nie miały większego znaczenia wojskowego... (!?) Dlatego też - jak sądzi generał - tymi problemami, które interesują teraz ufologów, wojskowi więcej się nie zajmują. Wcześniej też się tym nie zajmowano na serio. (!?) W armii do tych spraw podchodzi się ze strony praktycznej. Kiedy na niebie pojawia się nieznany cel, to śledzą go radary. Niejednokrotnie cel można obserwować wizualnie. Niejednokrotnie meldują o nich cywilni mieszkańcy kraju. Podobne meldunki napływają ze strażnic Wojsk Ochrony Pogranicza, jeżeli to był obiekt wizualny, a także z innych źródeł. W pododdziałach OPL żadna z takich informacji nie pozostaje bez echa, wszystkie są dokładnie sprawdzane. Jednakowoż nie można stwierdzić, że w tej rutynowej działalności nie ma naukowego podejścia. Jest ono zawarte w ramach czysto praktycznego odnoszenia się do problemu. I tak też robi się we wszystkich rodzajach wojsk Rosyjskich Sił Zbrojnych. Wojsko gromadzi materiały na temat UFO i posiada ogromną ilość danych, których nie sposób zbadać. I jest oczywistym, że pytania o UFO należy wreszcie postawić na najwyższym szczeblu. W dniu dzisiejszym wielu wielkich ludzi zaczyna wierzyć w realność ufozjawiska. Ale co (czy kto) stoi za tymi obiektami? Pierwsza odpowiedź, która przychodzi do głowy, to: Przybysze czyli też Kosmici. Dalej generał opowiedział, że pod koniec lat 70. XX wieku, on sam latał poza Północny Krąg Polarny, gdzie - według oświadczeń i zeznań naocznych świadków - pojawiły się jakieś cygarokształtne latające aparaty z iluminatorami. Tak przynajmniej pisała o tym miejscowa prasa. Wydarzenia te miały miejsce w rejonie Norylska. Owe cygarowate obiekty pojawiły się tam kilka razy. Znaleziono ponoć ślady ich lądowania, ale nikt nie robił żadnych badań. Przybywszy na miejsce i zapoznawszy się ze szczegółami sprawy, gen. Rieszetnikow poleciał helikopterem na miejsce tego CE2. Potem wraz z grupą oficerów obejrzał to miejsce, ale niczego niezwykłego nie udało im się odkryć. Co do lotów na przechwyt, to póki istniał Związek Radziecki, nie było kłopotów - samoloty zawsze startowały do rozpoznania każdego celu. Teraz z przyczyn ekonomicznych wysyła się samoloty w powietrze bardzo rzadko. Tym niemniej odnotowano kilkanaście przypadków rozpoznania w powietrzu celu jako Nieznanego Obiektu Latającego - czyli po prostu ???... - na które reagowały naziemne, morskie i lotnicze systemy wykrywania i wczesnego ostrzegania. W kilku przypadkach w kierunku UFO wycelowano broń... * * *
15:50, hammurabi3 , UFO
Link Dodaj komentarz »
Wielki Potop i Arka Noego
I rzekł Bóg do Noego: " Bo oto ja sprowadzę potop na ziemię, aby zniszczyć pod niebem wszelkie ciało, w którym jest dech życia. Wszystko co jest na ziemi, zginie ". Ludzie z kręgu kultury śródziemnomorskiej doskonale znają historię Noego spisaną w biblijnej Księdze Rodzaju. Noe, wybrany przez Boga Izraela, miał zachować rodzaj ludzki, po tym jak Bóg zalał ziemię wodą i doprowadził do zagłady wszystkiego, co żyje. Niewielu jednak zdaje sobie sprawę z tego, że Biblia nie jest jest jedynym starożytnym tekstem opowiadającym o ogólnoświatowej powodzi. Większość starożytnych mitologii wspomina o takim wydarzeniu. Za każdym razem historia jest podobna: potężna powódź zalewa cały świat. Ocaleć udaje się jedynie nielicznym, czasami również ich rodzinom. W legendach Azteków, ocalały nazywał się Nene. We wczesnych pismach wedyjskich pojawia się postać Manu, w Chinach odpowiednik Noego ma na imi Fo-Hsi, a na Bliskim Wschodzie teksty starsze od Bibli wspominają o co najmniej trzech bohaterach ocalałych z powodzi. Są to Astra-Hasis, Utnapisztim i Ziusudra. Przez całe lata większość naukowców uważała, że te relacje są jedynie mitami. Byli też jednak tacy, uparcie twierdzili, że skoro tego typu opowieści powtarzają się niemal we wszystkich zakątkach świata, to bardzo możliwe jest, że przed tysiącami lat rzeczywiście świat ucierpiał w wyniku kataklizmu o zasięgu globalnym. Niektórzy badacze postanowili odnaleźć ślady i udowodnić, że taka katastrofa istotnie się zdarzyła. Do grona zwolenników teorii, według której wydarzenia opisane w Bibli rozegrały się naprawdę, należą między innymi Walter Pitman i Bill Ryan - dwaj cieszący się uznaniem naukowcy z Lamont Doherty Earth Observatory na uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku. Zafascynowani legendami Bliskiego Wschodu, w 1991 roku wyruszyli do Europy, aby szukać śladów powodzi w okolicach Morza Śródziemnego. Pitman i Ryan skoncentrowali się na Morzu Czarnym - wielkim zbiorniku wodnym, otoczonym ze wszystkich stron lądem i połączonym z Morzem Śródziemnym jedynie wąską cieśniną Bosfor. Ze zdumieniem odkryli, że tysiące lat temu, w czasie ostatniej epoki lodowcowej, poziom wody w morzu obniżył się o 100 metrów. Okazało się, że lód odcioł Morze Czarne od śródziemnego i z czasem zamienił je w ogromne, słodkowodne jezioro. Następnie w okresie od 5 do 13 tyś. lat temu przedłużający się okres globalnego ocieplenia spowodował topnienie lodowców polarnych, wskutek czego poziom wód w oceanie ponownie się podniósł. W końcu wody Morza Śródziemnego przybrały na tyle, że - jak to ujął Pitman - "z siłą tysiąca wodospadów Niagara" woda przelała się przez cieśninę Bosfor o wypełniła Basen Morza Czarnego. Pitman i Ryan bez wątpienia dokonali bardzo ważnego odkrycia geologicznego, czy jednak jednocześnie odnaleźli wyjaśnienie zagadki biblijnego potopu ? Laboratoryjne badania próbek pobranych z dna Morza Czarnego wykazały, że zalanie tego morza nastąpiło około 5600 lat przed naszą erą. Data ta jest o tyle zagadkowa, że nie ma żadnych geofizycznych śladów, świadczących o jakiejkolwiek katastrofie o globalnym zasięgu w tym okresie. Istniej natomiast wiele dowodów wskazujących na to, że katastrofa taka miała miejsce duże wcześniej niż opisane przez Pitmana i Ryana zalanie Morza Czarnego, tj. około 10 11 tys. lat p.n.e., czyli pod koniec epoki lodowcowej. W Europie, Azji, obu Amerykach i Australii odnaleziono ślady wielu gatunków zwierząt, które wygineły pod koniec ostatniej epoki lodowcowej. Głęboko w zamarźniętej tundrze Alaski i Syberii naukowcy wykopali szczątki starożytnych ssaków, ryb morskich, skamieniałe dzrewa których już dziś nie ma i wiele innych skamieniałości. Nikt nie potrafi wyjaśnić, co te organizmy, o których wiadomo, że żyły niegdyś w znacznie cieplejszym klimacie, robiły tak daleko na północy, za kręgiem polarnym. Dalsze badania wykazały, że ich wyginięciu towarzyszyła zwiększona aktywność wulkanów i fala powodzi. Czy to możliwe, żeby tak odległe kataklizmy znalazły swe odbicie w starożytnych legendach o potopie? Większość znawców odrzuca tę hipotezę ze względu na zbyt dużą odległość w czasie. Sumując długość życia patriarchów z Księgi Rodzaju otrzymujemy orientacyjną datę kataklizmu - około 2500 lat p.n.e., czyli ponad 7500 lat od ostatniej globalnej katastrofy. Rozbieżność dat oraz fakt, iż Egipcjanie pozostawili po sobie liczne zapisy pochodzące sprzed 2500 r. p.n.e, w których nie ma wzmianki o żadnej powodzi, skłania większość badaczy do wniosku, że w rzeczywistości legendarnego potopu w ogóle nie było. Istniej jednak grupa badaczy, którzy uznali, że dotychczasowy sposób ustalania daty biblijnego potopu był niewłaściwy. W książkowej serii The Earth Chronicles ("Kronika Ziemi"), znawca języków starożytnych Zecheria Sitchin dowodzi, że dotychczasowe wyliczenia liczby lat, opisanych w pierwszych rozdziałach Księgi Rodzaju, opierały się na błędnych założeniach. Według Sitchina, kiedy autorzy Starego Testamentu przekładali sumeryjskie teksty o Stworzeniu świata i Wielkim Potopie (w oparciu o które powstały pierwsze rozdziały księgi Genesis), pomylili się w obliczeniach dat zapisanych w skomplikowanym sumeryjskim systemie numerycznym. To niedopatrzenie spowodowało, że czas pomiędzy Stworzeniem, a Potopem został zmieniony. Zdaniem Sitchina na podstawie sumeryjslich pierwowzorów można by ustalić, że Potop miał miejsce około 11 tys. lat p.n.e., czyli że zdarzył się pod koniec ostatniej epoki lodowcowej. Sitchin utrzymuje, że w starożytnych tekstach można odnaleźć wskazówki co do przyczyn Potopu. Chińska wersja tej legendy wspomina o kosmicznym incydencie, kiedy to planety ukł. słonecznego zmieniły swój szyk: "Ziemia rozpadła się na kawałki i woda wypłyneła z jej głębi i zalały lądy... planety zmieniły swoje orbity i wielka harmonia świata została zakłócona". W podobnym tonie utrzymany jest tekst starożytnych Babilończyków, Erra Epic: "Zmienił się układ między Ziemią a Niebem. Gwiazdy, stacje bogów na niebiosach zmieniły swój tor podróży i nigdy nie wróciły na swoje dawne miejsca". Do niedawna uczeni w większości uważali, że globalna powódź pod koniec epoki lodowcowej spowodowana była naturalnymi procesami takimi jak np. topnienie czap lodowych na biegunach. Niektórzy usiłowali nawet odnaleźć ślady, które mogłyby wyjaśnić, co spowodowało takie gwałtowne topnienie. Obecnie jednak przeważa opinia, że koniec epoki lodowcowej nastąpił zbyt gwałtownie, aby można było powiedzieć, że jego przyczyną były tylko naturalne procesy. Fala zwiększonej aktywności wulkanów, o której wiadomo, że przetoczyła się przez naszą planetę w owym czasie, mogła być spowodowana wyłącznie przez zwiększone ciśnienie napierających na siebie płyt tektonicznych. Zdaniem Sitchina, jedyną siłą, która mogła spowodować przesunięcie płyt, było zbliżenie jakiegoś wielkieo ciała niebieskiego. Czy jednak istnieją jakiekolwiek starożytne relacje o podobnym zjawisku ? Tłumacząc Enuma Elish, liczący 4 tys lat święty tekst Babilończyków, Sitchin odkrył, że bóg Marduk może być odpowiednikiem planety, którą Sumeryjczycy nazwali "Nibru". uwagę Sitchina przykuł zwłaszcza jeden fragment Enuma Elish,najwyraźniej oparty na wcześniejszch tekstach Sumerów: "Kiedy mędrzec zawoła: Potop! - to jest bóg ich, Nibru. Oto bohater, planeta z czteroma głowami (księżycami). Bóg, którego bronią jest ulewa i powódź, zawróci". Dalsze badania uświadomiłt Sitchinowi, że opis "boga" Nibru doskonale pasuje do tzw. Planety X, o której wielu współczesnych astronomów sądzi, że może istnieć w naszym układzie słonecznym. Dlaczego jednak astronomom dysponującym najnowocześniejszym sprzętem nie udało się jej zobaczyć? Otóż planeta ta ma podobno eliptyczną orbitę, i przez większą część swojego obiegu pozostaje daleko w przestrzeni kosmicznej, dużo dalej niż Pluton, najodleglejsza ze znach nam planet układu słonecznego. Sitchin zastanawia się więc, czy planeta X (Nibru) w pewnej fazie swej orbity mogła zbliżyć się do Ziemi tak bardzo, żeby wywołać potop? Wiemy przecież, że nawet stosunkowo mały księżyc wywołuje przypływy i odpływy. Sitchin doszedł więc do wniosku, że wpływ sił grawitacyjnych zbliżającej się planety - która, jak się sądzi, może być nawet trzy razy większa od Ziemi - mógł być dużo bardziej katastrofalny. Im bliżej Ziemi był kosmiczny intruz, tym bardziej przyciągał masy wody na tę stronę planety, która była zwrócona ku niemu. Później, kiedy się oddalał, wody spiętrzone z jednej strony rozlały się po całej planecie, pozostawiając po sobie morskie osady, odnajdywany teraz w różnych częściach świata. W książce Gods of the New Millenium Alan Alford modyfikuje nieco teorie Sitchina. Zdaniem Alforsa, normalna orbita Planety X prawdopodobnie przebiega zbyt daleko od Ziemi, aby mogła spowodować Potop. Co by się jednak stało, gdyby Planeta X, w wyniku ustawienia się pozostałych planet Układu Słonecznego w jednym rzędzie, została niejako popchnięta ku Ziemi? Alford twierdzi, że tak bliskie przejście planety obok naszego globu mogłoby rzeczywiście mieć katastrofalne konsekwencje dla wszelkiego życia na Ziemi. Alford jest też przekonany, że siły elektromagnetyczne, towarzyszące tak bliskiemu minięciu się planet, mogły być przyczyną przesunięcia osi Ziemi i odwrócenia biegunów magnetycznych. Uczeni są jednak przekonani, że takie wydarzenie rzeczywiście się zdarzyło; co więcej, badania szwedzkich geologów w 1972 roku wskazują, że ostatnie takie wydarzenie rozegrało się 12 400 lat temu. Zachodzi więc intrygująca zbierzność z obliczoną przez Sitchina i Alforda datą Wielkiego Potopu.
15:43, hammurabi3 , UFO
Link Komentarze (1) »
Giganci z Pisma Swietego.
Wzmianki o przybyszach z Nieba można znaleźć w najstarszych przekazach zamierzchłych cywilizacji. Opisują ich staroindyjskie eposy. Boscy przybysze o jasnych twarzach, przewyższający wzrostem ludzi przewijają się także w legendach prastarych cywilizacji obu Ameryk. Nie trzeba jednak szukać aż tak daleko. Stary Testament również o nich wspomina. Księga Rodzaju mówi, że gdy plemię Adama zaczęło się rozrastać: "Synowie Boży spostrzegli, iż córki człowiecze są piękne, pojęli więc za żony te wszystkie, które sobie upodobali." (Księga Rodzaju rozdz. VI wers 2) Związki te przyniosły owoce. Czytamy bowiem dalej: "W owych czasach byli na świecie olbrzymi - a także i potem - kiedy to synowie Boga współżyli z córkami człowieczymi a one im rodziły synów. Byli to przesławni mocarze zamierzchłych czasów." (Księga Rodzaju rozdz. VI wers 4) Tak więc przedstawiciele nieznanej, a potężnej rasy olbrzymów zstąpili z nieba, zapłodnili ziemskie kobiety i mieli z nimi potomstwo. Musiały to być więc istoty nie tylko cielesne, ale na tyle bliskie genetycznie, że było to w ogóle możliwe. Stary Testament nie wspomina niczego więcej o przybyszach. Sporo o ich istnieniu mówi znacznie starszy od Biblii tekst zwany "Księgą Henocha", tłumaczony z wersji zapisanych po chaldejsku, aramejsku i hebrajsku. Dwa jej egzemplarze są przechowywane w Wielkiej Brytanii, jeden we Francji. Wczesny kościół chrześcijański uznawał "Księgę Henocha". Zakazał jej czytania dopiero w III w. n.e. O ile Stary Testament nie rozwodzi się nad faktem pojawienia się wśród ziemian synów Bożych - o tyle "Księga Henocha" poświęca im wiele uwagi. Oto co przekazuje potomnym: "Kiedy ludziom zaczęło się rodzić mnóstwo dzieci w tamtych czasach, przyszły też na wiat piękne i szykowne dziewczęta. A kiedy aniołowie, dzieci niebios ujrzeli je, zapałali do nich miłością i tak uradzili: wybierzmy sobie sporo tej ludzkiej rasy kobiety i spłodźmy z nimi potomstwo." (rozdz. 7 wersy 1-2) Nie było jednak co do tego zgodności Czyżby zwierzchnie rozkazy i obowiązujące regulaminy zabraniały im bliskich kontaktów z ziemianami? Bo oto: "Następnie Samjaza, ich wódz rzekł do nich: lękam się, że nie spełnicie swych zamiarów i że na mnie spadnie kara za waszą zbrodnię. Oni jednak odpowiedzieli: przysięgamy tobie i zwiążmy się wszyscy obopólną przysięgą: niczego nie zmienimy w naszych zamiarach, wypełnimy wszystko cośmy postanowili. Ślubowali więc i związali się wzajemnie. A było ich dwustu... / każdy z nich wybrał sobie kobietę, zbliżył się do niej i razem z nią zamieszkał; i wszyscy oni uczyli swe kobiety czarów i sztuki magicznej a także właściwości korzeni i drzew. Kobiety za zachodziły w ciążę i wydawały na świat olbrzymów." (rozdz. 7 wersy 10-11) Dalej Henoch relacjonował, że aniołowie uczyli ludzi wyrabiania mieczy, noży, tarcz i napierśników Również bransolet i ozdób, malowania twarzy i używania różnych barwników. Uczyli też, jak rozpoznawać ruchy planet oraz astrologii. Prawdopodobnie aniołowie, którzy związali się z ziemskimi kobietami złamali jakieś obowiązujące ich reguły. Zostali bowiem uznani za buntowników: "Oto są imiona przywodców-setników, półsetników i dziesiętników. Pierwsze z nich brzmi: Jekum. To on właśnie zmącił umysły wszystkich synów świętych aniołów, to on natchnął ich by zstąpili na ziemię i spłodzili dzieci z ludzkimi istotami" (rozdz. 68 wersy 3-4). "Imię trzeciego brzmi: Gadrel. To ten, który odkrył synom człowieczym narzędzia do zabijania." (wersy 6-7). Dalsze wzmianki mówią o przerażających walkach między synami niebios i słusznym ukaraniu winnych. Czy nie przywodzi to na myśl znanego nam z Biblii buntu aniołów? Warto porównać zapisy z "Księgi Henocha" z wydarzeniami opisywanymi przez staroindyjskie eposy. I-sza księga Rigwedy zawiera dokładne opisy 12-osobowych latających pojazdów, którymi posługiwali się bogowie nad ziemią, oraz wielkich pojazdów wznoszących się ponad niebieski firmament (z opisów wynika, ze były to transportowce). Dolatywały one do trzech kosmicznych miast krążących na okołoziemskich orbitach. Drobiazgowy opis tych potężnych okołoziemskich stacji znajduje się w V księdze Mahabharaty, Drona Parva. Miasta i pojazdy były we władaniu bogów, którzy przybyli na ziemię obserwować ludzi. Bratali się i zaprzyjaźniali z niektórymi z nich, zapraszali władców do pojazdów i wraz z nimi odbywali loty nad Ziemią i do pozaziemskich miast. Staroindyjskie eposy mówią dalej o przerażających walkach, które rozegrały się między bogami. Ich następstwem stały się niewyobrażalne kataklizmy: pożary, trzęsienia ziemi, okrutne powodzie, które wyniszczyły ludzkość. Wróćmy jednak do aniołów. Jak wyglądali? Przekazy są zgodne, że byli bardzo wysocy, ludziom wydawali się olbrzymami. Zapisy z "Księgi Henocha" mówią nieco więcej o ich wyglądzie, opisując rozterki ojca Noego, Lamecha, zachodzącego w głowę, czy Noe rzeczywiście jest jego synem: "... żona Lamecha zaszła w ciąże i urodziła syna. Miał on piękne oczy, jego skóra była jak krew z mlekiem a włosy na głowie białe niczym wełna." I dalej, zbity z tropu Lamech zwierza się swemu ojcu: "Powołałem na wiat dziecko, które różni się od innych dzieci, które jest inne niż wszyscy ludzie, lecz przypomina potomstwo aniołów z niebios." (wzmianki w rozdz.105 i 106) Jego lęk był powszechny wśród ówczesnych plemion, w których rodziły się dzieci niepodobne do rodziców, dzieci innej rasy. Takie jak "aniołowie" zwani też "synami niebios" i "synami bożymi". Bardzo wysokiego wzrostu, o dużych oczach, mlecznej cerze i białych włosach. Prawie jak Anioł Stróż z oleodruków nad dziecięcymi łóżeczkami.
15:42, hammurabi3 , UFO
Link Dodaj komentarz »
UFO I BIBLIA.
Każdy z nas zna fenomen UFO, jednak niewiele osób wie, iż doniesienia o UFO można także spotkać m.in. w Biblii. Jedno z takich doniesien pochodzi z "Księgi Ezachiela". Proroka Ezachiela w roku 593 p.n.e. spotkała pewna niepojęta przygoda. Sam Ezachiel tak opisał ową przygodę: "W trzydziestym roku. W czwartym miesiącu, piątego dnia tego miesiąca, gdy byłem wśród wygnańców nad rzeką Kebar, otworzyły się niebiosa i miałem widzenie Boże. Piątego dnia tego miesiąca - był to piąty rok od uprowadzenia króla Jojachina do niewoli - doszło słowo Pana do Ezechiela, syna Buziego, kapłana, w ziemi chaldejskiej... I spojrzałem, a oto gwałtowny wiatr powiał z północy i pojawił się wielki obłok, płomienny ogień i blask do okoła niego, a z jego środka, spośród ognia, lśniło coś, jakby błysk polerowanego kruszcu. A pośród niego było coś w kształcie czterech żywych istot. A z wyglądu były podobne do człowieka, lecz każda z nich miała cztery twarze i każda cztery skrzydła. Ich nogi były proste, a stopa ich nóg była jak kopyto cielęcia i lśniły jak polerowany brąz. Pod ich skrzydłami z czterech stron były ludzkie ręce... Ich skrzydła nawzajem się dotykały; ich twarze nie obracały się gdy się posuwały, każda posuwała się wprost przed siebie...szły tam, gdzie Duch chciał aby szły...między żywymi istotami było coś jak węgle rozżarzone w ogniu, z wyglądu jakby pochodnie; poruszało się to między żywymi istotami. Ogień wydawał blask, a z ognia strzelały błyskawice. A żywe istoty biegały tam i z powrotem jak żywe błyskawice. A gdy spojrzałem na żywe istoty, oto na ziemi obok każdej ze wszystkich czterech istot było koło... A wygląd kół i ich wykonanie było jak chryzolit i wszystkie cztery miały jednakoy kształt; tak wyglądały i tak były wykonane, jakby jedno koło było w drugim... I widziałem, że wszystkie cztery miały obręcze, wysokie i straszliwe, i były dokoła pełne oczu. I gdy żywe istoty wzniosły się ponad ziemię, wzniosły się i koła. Szły tam, gdzie duch chciał, aby szły; a koła wzniosły się wraz z nim, gdyż w kołach był duch żywych istot... Nad głowami żywych istot było coś w kształcie sklepienia, błyszczącego jak niesamowity kryształ, rozciągniętego w górze nad głowami. A pod sklepieniem były rozpostarte ich skrzydła... A gdy poruszały się, słyszałem szum ich skrzydeł jak szum wielkich wód, jak głos Wszechmogącego, jak hałas tłumu, jak wrzawa wojska; a gdy staneły, opuściły swoje skrzydła. I było słychać szum znad sklepienia, które było nad ich głowami. ...A nad sklepieniem było coś z wyglądu jakby kamień szafirowy w kształcie tronu, u góry nad nim było coś z wyglądu podobnego do człowieka...widziałem jakby błysk polerowanego kruszcu, z wyglądu jak ogień wewnątrz niego, a w dół od tego, co wyglądało jak jego biodra, widziałem coś, co wyglądało na ogień a wokół niego blask. Jak wygląda tęcza, która pojawia się na obłoku, gdy pada deszcz, tak wygląda wokoło blask...gdy ją ujrzałem, upadłam na twarz. I słyszałem głos tego, który przemówił." Owa tajemnicza istota, która przemówiła do Ezechiela, zaraz po spotkaniu zabrała go ze sobą na pierwszą wyprawę: "Potem duch podniósł mnie; słyszałem potężny łoskot... A był to szum skrzydeł żywych istot, gdy się nawzajem dotykały, oraz turkot kół tuż przy nich, potężny łoskot. A duch podniósł mnie i porwał ze sobą. I szedłem w zaprawionym goryczą podnieceniu ducha, a ręka Pana mocno mi ciążyła. I przybyłem do Tel-Abib, do wygnańców mieszkających nad rzeką Kebar, i przebywałem tam osłupiały siedem dni wśród nich." Po przeczytaniu fragmentu tego tekstu, nic specjalnego nie rzuca się w oczy. Przecież nie ma w nim ani słowa o latających talerzach itp. Pamiętać jednak należy, iż wydarzyło się to w 593r. p.n.e. Za tych czasów ludzie żyli w prymitywnych chałupach i nawet nie śnili o czymś takim jak lot w kosmos itp. Zdarzenie opisane przez proroka być może było właśnie spotkaniem obcych istot. Po dokładniejszej analizie można zauważyć parę ciekawych szczegółów w tekście. Zwróćmy uwagę na fragment "a ręka Pana mocno mi ciążyła". Dla mnie brzmi to całkiem jak opisanie siły przyspieszenia, która wciska w fotel przy gwałtownej zmianie prędkości. Ponadto amerykański naukowiec Josef Blumrich, na podstawie opisu Ezechiela, zrekonstruował pojazd którym prorok podróżował! Był on napędzany energią atomową, "cztery stwory, o wyprostowanych, rozpostartych skrzydłach", były tak naprawdę dyszami na wzór dysz Harriera. Umożliwiały one pojazdowi pionowy start, lądowanie oraz zawiśnięcie w powietrzu. Szczególnie interesujące są też "koła w kołach". Josef Blumrich opatentował je w 1974r. Obecnie trwają prace nad wyposażeniem międzyplanetarnej kapsuły w owe koła, jako urządzenie lądownicze!!
15:39, hammurabi3 , UFO
Link Dodaj komentarz »
Co to jest UFO ?
Postarm sie odpowiedziec na pytanie ,,co to jest UFO,,. Oczywiscie inforemacje pobralem z Wikipedii. UFO (ang. Unidentified Flying Object, pol. NOL – Niezidentyfikowany Obiekt Latający) — każdy obiekt latający nie dający się zidentyfikować z żadnym znanym z warunków ziemskich obiektem lub zjawiskiem atmosferycznym. Klasyfikacja obserwacji UFO. >>NL – Nocturnal Lights (nocne światła) – obserwacje nietypowych świateł na nocnym niebie, których wygląd i dziwne ruchy nie dają się wyjaśnić w kategoriach znanych źródeł światła. >>DD – Daylight Discs (dzienne dyski) – dzienne obserwacje obiektów, głównie (ale niekoniecznie) w kształcie dysków, lecących lub unoszących się nieruchomo w powietrzu, znajdujących się w znacznej odległości od świadka. >>RV – Radar Visual (obserwacje radarowo - wizualne) – jednoczesne obserwacje wzrokowe nieznanych obiektów na niebie i ich ech na ekranach radarów. >>CE I – Close Encounter of The First Kind (bliskie spotkania I stopnia) – UFO obserwowany z odległości nie większej niż 200 m, nie oddziaływający na otoczenie i człowieka. >>CE II – Close Encounter of The Second Kind (bliskie spotkania II stopnia) – UFO obserwowany z odległości nie większej niż 200 m, oddziaływający na otoczenie w rozmaity sposób, pozostawiający w nim mniej lub bardziej trwałe ślady. >>CE III – Close Encounter of The Third Kind (bliskie Spotkania III stopnia) – UFO obserwowany z dowolnej odległości wraz z jego humanoidalną (rzadziej niehumanoidalną) załogą. Ten typ obserwacji dzieli się na siedem podgrup: Typ A (CE-III-A) – obserwacja istoty / istot wewnątrz UFO. Typ B (CE-III-B) – obserwacja istoty / istot wychodzących bądź wchodzących do UFO. Typ C (CE-III-C) – obserwacje istoty / istot w pobliżu UFO. Typ D (CE-III-D) – obserwacje istoty / istot w rejonie obserwacji UFO. Typ E (CE-III-E) – obserwacja istoty / istot bez jednoczesnej obserwacji UFO. Typ F (CE-III-F) – obserwacja UFO oraz słyszenie jakiegoś głosu, mimo braku obserwacji istoty / istot. Typ G (CE-III-G) – zdarzenie określane jako „wzięcie” oznaczające zabranie na pewien czas człowieka do UFO. Pierwsze współczesne obserwacje. >>25 stycznia 1878 gazeta Denison Daily News opisała, iż miejscowy rolnik John Martin zrelacjonował obserwację dużego, ciemnego, kolistego obiektu latającego podobnego do balonu lecącego "z cudowną prędkością". >>17 listopada 1882 astronom Edward Walter Maunder z Królewskiego Obserwatorium w Greenwich poinformował o "dziwnym niebieskim przybyszu (...) w kształcie dysku". Powiedział także, że z pewnością nie był to meteor. Po latach Maunder stwierdził, iż obiekt wyglądał jak nowy sterowiec Zeppelina. Dziwny przedmiot został również zaobserwowany przez kilka innych europejskich astronomów. >>Podczas drugiej wojny światowej zarówno piloci alianccy jak również lotnicy państw Osi obserwowali tzw. foo fighters (kule i innych kształtów światła, które podążały za samolotem) >>25 lutego 1942 niezidentyfikowany obiekt został zauważony nad Kalifornią. Statek pozostawał w miejscu, pomimo co najmniej 20 minutowego ostrzału z ziemi. Incydent później stał się znany jako Bitwa o Los Angeles, lub Nalot na Zachodnie Wybrzeże. >>W 1946 roku w państwach skandynawskich zanotowano ponad 2000 raportów o niezidentyfikowanych obiektach, a także pojedyncze relacje z Francji, Portugalii, Włoch i Grecji. Zjawisko to nazywano wtedy "rosyjskim gradem" lub "rakiety - duchy". Sądzono, że mogły to być rosyjskie testy przechwyconych niemieckich rakiet V1 lub V2. Ponad 200 obiektów zostało zauważone na radarach i uznane przez szwedzkie wojsko jako "prawdziwe obiekty fizyczne". Pojawiają się jednak opinie, że było to w pełni wytłumaczalne zjawisko, np. deszcz meteorytów. >>Za początek współczesnego zainteresowania UFO uważa się doniesienie pilota Kennetha Arnolda z roku 1947 o dziewięciu niezwykłych obiektach latających. Zaobserwował je podczas lotu nad Górami Kaskadowymi. Prędkość z jaką się poruszały oszacował na 2500 km/h. Tego samego dnia w rejonie północno-wschodniego Pacyfiku odnotowano również ok. 18 innych obserwacji niezwykłych obiektów latających. Obserwacje na terenie Polski. Najliczniejsze obserwacje UFO w Polsce miały miejsce w lutym 1978 r., gdy nad obszarem Zachodniej Polski (od Głogowa po Szczecin), widziano jednocześnie wiele, długo pozostających nieruchomo, obiektów w kształcie podobnym do sterowców Zeppelina. Obiekty w rejonie Zielonej Góry i Krosna Odrzańskiego, według ówczesnych publikacji Gazety Lubuskiej (nr 43/1978 i 44/1978), powołujących się na relacje kilkudziesięciu świadków, pozostawały w jednym punkcie nieba nieruchomo ponad godzinę, aby następnie bardzo szybko odlecieć. Najobszerniej tamte wydarzenia opisał Lucjan Znicz w ówczesnym tygodniku Fakty w cyklu artykułów pt.: Goście z kosmosu?. Wyjaśnienia i opinie. Wśród psychiatrów powszechne jest przekonanie, iż UFO jest wynikiem zaburzeń psychicznych. Lester Grinspoon i Alan D. Persky z Harwardzkiej Szkoły Medycznej napisali "Osoby w stanie schizofrenii przypominają sobie najwcześniejsze doświadczenia dziecięce. Mogą widzieć zbliżający się spodek, a w rzeczywistości jest to złudzenie związane z tęsknotą za piersią matki. Mogą widzieć obiekt w kształcie cygara – symbol falliczny. Latające obiekty są reprezentantami, symbolami mocno zmysłowych obiektów, pierwotnych dla rozwoju osobowości". Wiele obserwacji UFO w postaci ruchomych świateł można wyjaśnić rzadkimi zjawiskami atmosferycznymi. Wiele przypadków jest wynikiem pomyłek, błędów urządzeń pomiarowych oraz świadomych oszustw. Duża grupa obserwacji nie daje się jednak prosto wyjaśnić; są to prawie zawsze zeznania świadków nie podparte innymi dowodami lub podparte słabym materiałem dowodowym (zdjęcia kiepskiej jakości itd.). Czasem jednak istnieją dowody materialne np. obserwacje świadków (często naukowców, czy pilotów wojskowych) i jednoczesne obserwacje na radarach. Jest też niezbyt duża ilość niewyjaśnionych, a dobrze udokumentowanych obserwacji, takich jak nagranie meksykańskiego lotnictwa 13 maja 2004 jedenastu jasnych szybko poruszających się świateł w paśmie podczerwieni. Lepiej udokumentowane przypadki zwykle pokazują relatywnie mało (jak na standardy ufologiczne) spektakularne obiekty, takie jak światła, rzadziej inne pojazdy, nigdy zaś, jak dotychczas, bezpośrednie spotkania z kosmitami. Bardzo często po wywołaniu zdjęcia ukazują się na nim regularne podłużno-spiralne obiekty latające (RODS) np. filmy agencji kosmicznej NASA. Często są to owady sfotografowane ze zbyt długim czasem naświetlania filmu. Dodać należy jeszcze jedną teorię, zakładającą całkowicie ziemski charakter UFO. Miałyby być to nieujawnione modele wojskowych obiektów latających współczesnych mocarstw takich jak: USA czy Rosji (jako b. ZSRR), poruszające się z wykorzystaniem nieznanych dotąd nauce zasad. Również ta teoria nie znalazła dotąd potwierdzenia. Obserwacje te traktowane są różnie. Niektórzy przyjmują je jako dowód obecności obcej inteligencji na Ziemi, a ubogą ilość materiału dowodowego traktują jako dowód na konspirację rządów, które według niektórych teorii współpracują z kosmitami lub z innych powodów usiłują ukryć istnienie kosmitów. Inni zalecają daleko idący sceptycyzm i kontynuację badań lepiej udokumentowanych przypadków, niektórzy zaś odrzucają z góry wszystkie obserwacje UFO. Badania UFO doprowadziły do odkrycia wielu zjawisk atmosferycznych oraz psychologicznych, nie nawiązano jednak dotąd kontaktu z kosmitami jako takimi. W psychologii spowodowały rozwinięcie wiedzy o błędnej interpretacji, złudzeniach zmysłów, halucynacjach i występowaniu osobowości skłonnych do fantazjowania. Dodatkowym powodem niechęci naukowców głównego nurtu wobec problematyki UFO jest łączenie przez ufologów tego zagadnienia z parapsychologią (problem tzw. kontaktowców), mistycyzmem i innymi teoriami nie wchodzącymi do kanonu nauki (np. antygrawitacja, czy obecność dodatkowej planety w układzie słonecznym, która ma zderzyć się z Ziemią). UFO w kulturze. UFO to popularny temat od połowy XX wieku, szczególnie w fantastyce naukowej. Wykorzystany był jako podstawa tysięcy książek, filmów fabularnych i dokumentalnych, utworów muzycznych, malarskich i innych. UFO było jednym z najpopularniejszych tematów wczesnego internetu i BBS-ów, a miliony ludzi wykazują jakiś stopień zainteresowania nim. Istnieją prace naukowe opisujące środowiska subkultur entuzjastów UFO z perspektywy antropologicznej. Pozaziemska inteligencja. Zjawiska UFO nie należy utożsamiać z pozaziemską inteligencją. Termin "UFO" jest stosowane przede wszystkim do oznaczenia niezidentyfikowanych obiektów latających, którym często przypisuje się obce pochodzenie. Nie oznacza to jednak iż musi ono być pozaziemskie – szczególnie zadecydował o tym fakt okresu największej popularyzacji terminologii UFO w okresie zimnej wojny i przypisywania nowym, wojskowym jednostkom powietrznym tego określenia. O tyle jednak szacunkowa ilość planet na których mogło zaistnieś prawdopodobieństwo rozwinięcia się życie jest duża (kilkadziesiąt miliardów galaktyk we wszechświecie, a w każdej kilkadziesiąt miliardów gwiazd – potencjalnych "zarodków" układów planetarnych), na niektórych z nich mogła powstać również inteligencja techniczna. Dokładne szacunki wahają się o kilka rzędów wielkości i według wielu z nich, życie jest na tyle rzadkie, że prawdopodobieństwo spotkania między cywilizacjami jest bliskie zera, to jednak nie można wykluczyć istnienia pozaziemskiej inteligencji, która w podbojach kosmosu mogła również dotrzeć na Ziemię. Projekt SETI zajmuje się, jak dotąd bez sukcesu, poszukiwaniem śladów inteligentnego życia w kosmosie, technikami radioastronomicznymi. Dotychczasowe niepowodzenie projektu SETI sugeruje, że doniesienia o istnieniu UFO w sensie obiektów latających obcych cywilizacji są co najmniej mało wiarygodne. Między istnieniem pozaziemskiej inteligencji na odległych planetach, a odwiedzinami UFO związek jest jednak odległy, i większość naukowców wierzących w istnienie pozaziemskiej inteligencji nie chce mieć niczego wspólnego z "ufologią". Stosunek oficjalnej nauki do tego pojęcia jest jednoznacznie negatywny właśnie ze względów na naciąganie terminologii, a UFO nie jest dającym się naukowo określić przedmiotem dociekań. Tyle o encyklopedycznej teorii ufo. W nastepnych postach postaram sie przedstawic troche bardziej ciekawe informacje i dezinformacje dotyczace UFO.
15:17, hammurabi3 , UFO
Link Dodaj komentarz »